Temat: Rozmowy o książkach

Nie no, bez przesady. Książki Gu Longa nie mają po 2000 stron. Mają jakieś 200-400str. każda. A przeczytałam ich większość (chyba odwiedzaliśmy to samo forum XD). Przeczytałam praktycznie wszystko co jest Gu Longa, Lu XiaoFenga dociągnęłam do czwartego tomu, bo piąty był jeszcze nie skończony. Czekam na zakończenie prac nad Chu LuXiangiem, bo nie zrobię sobie tego samego co miałam o serii o Fu HongXue i nie zacznę czytać czegoś, co nie jest skończone, a potem będę będę sobie pluć w brodę, bo nie mam jak się dowiedzieć co dalej.

Zaczęłam kiedyś czatać A Step Into The Past Huang Yi, ale przestałam. Te jego "erotyczne" wstawki mnie odrzucają. Trochę tego za dużo i niebezpiecznie zaczynało to przypominać jakiegoś pornosa. Nie mam nic do golizny i tym podobnym, ale co za dużo, to niezdrowo.

Jin Yong kompletnie mi nie podchodzi. Po obejrzeniu Legend of the Condor Heroes (1982), które uważa się za najwierniejszą adaptację, stwierdzam, że to nie dla mnie. Ale może kiedyś się skuszę.

Zdecydowanie stawiam na Gu Lunga. Podoba mi się jego styl pisania, postaci i ogólne zakręcenie fabuły. No i przeczytanie książek w znacznej mierze pomogło mi zrozumieć filmy Chu Yuana, które cenię ponad wszystko.

PS. Kurde, zrobiła nam się z tego dyskusja smile
PS2. 2000 stron mają chińskie klasyki jak San Guo (Three Kingdoms) i Shui Hu Zhuan (Water Margin). Wiem, bo pierszą właśnie czytam, a drugą już skończyłam. Polecam! smile

http://s16.postimg.org/y6a8485v9/banner.jpg

2

Odp: Rozmowy o książkach

Racja, powieści Gu Longa są krótsze (chociaż wydaje mi się, że Sentimental Swordsman w wersji papierowej to byłaby niezła cegła), ale te najsłynniejsze Jin Yonga są długaśne. Kilka lat temu w języku angielskim został wydany "The Deer and the Cauldron" w wersji okrojonej o kilka rozdziałów i miał w sumie prawie 2 tys. stron.

Z obu pisarzy też zdecydowanie wolę Gu Longa, świetne niejednoznaczne postaci, zagmatwana fabuła, intrygi, skrytobójstwa, itd. Yin Yong ma prostsze fabuły i niestety bardzo ograniczony wachlarz postaci - przeczytałem najpierw Smiling Proud Wanderera i nie powiem, miał momenty, że nawet Gu Long się chowa. Ale później sięgnąłem po Condor Heroes i niestety co chwila miałem deja vu. Po Heaven Sword Dragon Sabre nawet nie sięgałem, bo wcześniej widziałem dylogię Chu Yuana i wiedziałem, że chodzi z grubsza o to samo.

Huang Yi.. czy to nie jedna z jego powieści jest napisana z perspektywy pierwszej osoby? Próbowałem kiedyś czytać coś takiego, ale nie dałem rady zmęczyć nawet jednego rozdziału tongue

3

Odp: Rozmowy o książkach

Nakf napisał/a:

Sentimental Swordsman w wersji papierowej to byłaby niezła cegła.

Eee tam. Sentimental Swordsman (pierwsza część) pewnie nie miałby więcej (mówię o czcionce 10 TimesNewRoman format B5) jak 600-700 stron. To nie bardzo mało, ale też niezbyt dużo. Nie będę formatować wszystkich plików, tylko po to, by się o tym przekonać, ale z tego co widzę, to tak właśnie jest. smile

Nakf napisał/a:

ale te najsłynniejsze Jin Yonga są długaśne

Jin Yong to taki chiński Sienkiewicz. Umieszcza postaci fikcyjne w historycznym i autentycznym środowisku (np. Guo Jing mieszkał u Genghis Khana itp.). Poza tym jak Mickiewicz kocha długie i nudne opisy, więc nic dziwnego, że wszystko jest rozwleczone (między innymi dlatego nie chce mi się tego czytać - jak o tym pomyślę, to próchnicy dostaję).

Natomiast Gu Long ma styl, możnaby rzec, minimalistyczny. U niego jedna linijka służy za opisanie całej scenerii, np.: "Jesień. Zmierzch. Zapadła tawerna." Jednak do mnie to przemawia, bo te opisy (choć krótkie) są bardzo sugestywne i wyobraźnia od razu dopasowuje ci odpowiednie obrazki.

Co do wydań, nie wiem. Czytałam to, co jest w sieci. Kilka książek (np. Sentimental Swordsman) mam wydrukowane i oprawione, bo lepiej mi się czyta na papierze niż na monitorze - jestem starej daty, co poradzę? big_smile

Nakf napisał/a:

Huang Yi.. czy to nie jedna z jego powieści jest napisana z perspektywy pierwszej osoby? Próbowałem kiedyś czytać coś takiego, ale nie dałem rady zmęczyć nawet jednego rozdziału

Zdaje się, że tak. Nie pamiętam dokładnie, bo dawno już to czytałam i podobnie do ciebie - nie dotarłam daleko z tym czytaniem. Pamiętam, że to był jakiś naukowiec i jakimś cudem przeniósł się do przeszłości. Zaszedł do jakiejś kobiety i tam już się zaczęło. Potem z jakiejś recenzji doczytałam, że książka skończyła się z nim mającym na koncie chyba żon sztuk 7 i taki styl (seks+mordobicie) jest typowy dla Huang Yi, więc stwierdziłam, że to nie dla mnie.

Nakf napisał/a:

Po Heaven Sword Dragon Sabre nawet nie sięgałem, bo wcześniej widziałem dylogię Chu Yuana

Też widziałam, ale powiem szczerze, że mało z tego pamiętam. Zakręcone to było jak ruski słoik. Jedyne co pamiętam, to że Derek Yee grał główną rolę, ale przecież był jednym z ulubieńców reżysera (hehe, zaraz po Ti Lungu). Ogólnie bardziej odpowiadają mi ekranizacje powieści Gu Longa. Czteropak Brave Archer (Legend of the Condor Heroes) zostawił mi niesmak i pamiętam, że długo się wahałam przed obejrzeniem serialu.

PS. Nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się, że mogę w naszym ciemnogrodzie pogadać z kimś o książkach wuxia. Nie sądziłam, że znajdzie się ktoś, kto czyta/ł je jak ja. smile

http://s16.postimg.org/y6a8485v9/banner.jpg

4

Odp: Rozmowy o książkach

@robaczek: Jakimś cudem umknęła mi twoja odpowiedź i zauważyłem ją dopiero teraz neutral

robaczek napisał/a:

Eee tam. Sentimental Swordsman (pierwsza część) pewnie nie miałby więcej (mówię o czcionce 10 TimesNewRoman format B5) jak 600-700 stron. To nie bardzo mało, ale też niezbyt dużo.

Rzeczywiście tak jest, ja wszystko mam sformatowane w ten sam sposób, papier A4 w poziomie, 5 kolumn, czcionka Sylfaen 9 i wychodzi na to, że Sentimental jest ponad dwukrotnie krótszy od Condor Heroes i Smiling Proud Wanderer (obie mają po ok. 600 stron w ten sposób).

U Jin Yonga połowę miejsca zajmują nazwy tych wszystkich technik i ciosów typu "Nagi Mnich Zbierający Kwiatki W Ogrodzie Pałacowym" więc pewnie stąd ta różnica (:

Czteropak Brave Archer (Legend of the Condor Heroes) zostawił mi niesmak i pamiętam, że długo się wahałam przed obejrzeniem serialu.

Ja seriali nie oglądam z dwóch powodów: raz, że są za długie - z tego co widziałem zazwyczaj przeniesione są bardzo wiernie, więc mając wybór wolę przeczytać książkę; dwa - w serialach brakuje mi takich aktorów jacy są w filmach, nawet jak nie wiem o co chodzi, to pogapię się chociaż na znane mi twarze (:
A Brave Archer został spaprany wręcz koncertowo, z taką obsadą zrobić tak słaby film to trzeba mieć talent. Nie wiem jakiego podstępu użyto, żeby skłonić Fu Shenga do zagrania roli głównej - po jego minie i zaangażowaniu we wszystkich częściach zgaduję, że musiało to być coś wyjątkowo wrednego. W ogóle wszystko zrobiono tam na odwal, ale najgorsze są peruki - jak zobaczyłem Kuo Chuia myślałem, że zejdę ze śmiechu.

Z Shawowskich adaptacji Jin Yonga póki co najbardziej podobał mi się A Deadly Secret - może dlatego, że powieść jest krótka, więc zgaduję że obyło się bez większych skrótów - taki film trochę w klimacie Chu Yuana, trochę Sun Chunga, ogólnie bardzo porządnie zrobiony, szkoda że Mou Tun-Fei zamiast zrobić więcej wuxii wolał siedzieć w makabrach.

5 Ostatnio edytowany przez robaczek (2012-08-08 23:56:16)

Odp: Rozmowy o książkach

Nakf napisał/a:

Rzeczywiście tak jest, ja wszystko mam sformatowane w ten sam sposób, papier A4 w poziomie, 5 kolumn, czcionka Sylfaen 9 i wychodzi na to, że Sentimental jest ponad dwukrotnie krótszy od Condor Heroes i Smiling Proud Wanderer (obie mają po ok. 600 stron w ten sposób).

Każdy formatuje jak chce. Ja formatowałam tak, żeby mi wyszło jak najmniej papieru i dobrze się czytało, więc jest A4 pionowo, dwie kolumny i czcionka Times New Roman. Szkoda, że nigdzie nie oprawiają w A5, łatwiej byłoby to czytać i ogólnie przenosić, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. big_smile

Myślałam też o normalnym druku i składaniu, ale jest to zbyt droga impreza. Najtaniej oprawić w punkcie ksero. I nie trzeba się ślepić w monitor. Jakoś nie umiem czytać książek na kompie. Muszę mieć papier. Na oprawę czeka Horizon, Bright Moon, Sabre, ale nie mogę się zebrać.

Nakf napisał/a:

Ja seriali nie oglądam z dwóch powodów: raz, że są za długie - z tego co widziałem zazwyczaj przeniesione są bardzo wiernie, więc mając wybór wolę przeczytać książkę; dwa - w serialach brakuje mi takich aktorów jacy są w filmach, nawet jak nie wiem o co chodzi, to pogapię się chociaż na znane mi twarze

Dla mnie akurat fakt, że seriale są długie jest zaletą - nie wadą. większość filmów w dzisiejszych czasach popełnia ten sam błąd - reżyser chce udowodnić, że film może być super-inteligentny i wpycha do dwugodzinnego dzieła po milion wątków. Każdy głupi wie, że w tak krótkim czasie dobrze da się przedstawić jedynie dwa, góra trzy wątki. Ale nie, trzeba dać co najmniej pięć.

Serial właśnie tym góruje nad filmem, że jest w nim czas na rozwinięcie wątków, głębsze przedstawienie i rozwinięcie postaci, a to z kolei sprawia, że bardziej można się z nimi zżyć i wyrobić sobie na ich temat zdanie. Seriale są w tym też podobne do książek. Papier jest cierpliwy, wszystko przyjmie, a te kilka dodatkowych stron jest dużo tańsze niż nakręcenie kilku dodatkowych scen.

Ale mylisz się sądząc, że seriale są bardzo długie. Większość, które widziałam ma około 40odc. Zdarzały się i takie po 10, ale z tego, co widzę, to większość ma właśnie kole 40 i uważam, że to bardzo dobra liczba. Ani są długie, ani krótkie. W takim czasie można solidnie przedstawić bohaterów, fabułę i wszystkie zaplanowane wątki. Najdłuższym, jaki do tej pory obejrzałam był oczywiście Three Kingdoms (95odc. + odc. specjalny), ale tego nie można porównywać do jakiegoś tam Jin Yonga czy Gu Longa. Nawet Water Margin (Outlaws of the Marsh) jest krótszy, choć książka ma porównywalne rozmiary (ostatnie 30 rozdziałów to porażka).

Nakf napisał/a:

Nie wiem jakiego podstępu użyto, żeby skłonić Fu Shenga do zagrania roli głównej

Nie musieli. Aktorzy w SB nie podpisywali kontraktów na film, tylko coś w podobie umowy o pracę, która trwała kilka lat. Wtedy studio robiło z tobą co chciało. Więc jak przyszła Mona Fong (producent) i powiedziała do takiego Fu Shenga, że ma grać w Brave Archer, to Fu Sheng mógł co najwyżej napluć sobie w brodę.

Oczywiście nie wszyscy byli tak przywiązani do studia, a jedynie największe gwiazdy. Mniejsi mieli kontrakt na film, dlatego np. w wielu filmach widać gwiazdy SB w produkcjach Golden Harvest.

PS. Zbieram się do sformatowania tego, co do tej pory zrobiono z Wu Lin Wai Shi (Murder Plot), ale jakoś nie mam natchnienia. Wyczytałam jednak, że książka jest podobno bardzo dobra i kiedyś na pewno ją przeczytam. Szkoda tylko, że nie jest do końca przetłumaczona. Ostatnia dziewczyna, która tłumaczyła, zaszła w ciążę, urodziła i słuch po niej zaginął. Mam nadzieję, że ktoś przejmie po niej pałeczkę. smile

http://s16.postimg.org/y6a8485v9/banner.jpg

6

Odp: Rozmowy o książkach

Nigdy za bardzo nie wnikałem jak działalo studio SB, ale w systemie amerykańskim wyglądąło to tak, że gdy aktor podpisywał kontrakt na x lat to musiał wyrobić normę y filmów rocznie. Oczywiście gwiazdy mogły przebierać w scenariuszach, ale zwykłe szaraczki brały co się nawinęło pod rękę. Może w tym przypadku było tak jak piszesz, skoro część gwiazd studia w połowie lat 70tych nie przedłuzyło kontraktów (m.in. Chen Kuan Tai, Lily Li) i wolała grać w filmach SB jako wolni strzelcy.


Co do Brave Archera to wkrótce sobie przypomnę pierwsze trzy części, bo zamierzam zabrać się za Return of the Condor Heroes, a jeżeli starczy mi sił to po nim także Heaven Sword & Dragon Sabre. Trochę dziwne, że większość cegieł Jin Yonga zostało przetłumaczonych, a krótsze powieści Gu Longa stają w miejscu po kilku rozdziałach sad

7

Odp: Rozmowy o książkach

Widzę, że cię na Yin Jonga wzięło, hehe. Obiecuję sobie kiedyś się za to zabrać, ale nawet nie przeczytałam wszystkiego Gu Longa i jeszcze nie skończyłam nawet Trzech Królestw (jestem dopiero w połowie trzeciego tomu). W międzyczasie wyjdzie kilka polskich książek, które mam na liście must-have, więc sam rozumiesz. big_smile

Co do tłumaczeń GL, to tu jest nieco inna sprawa. YJ tłumaczyło około 100 ludzi przez ładne kilka lat. Ktoś ma nawet oddzielną stronę z PDF-ami tych tłumaczeń, aktualnymi zmianami (podobno pierwsza wersja bardzo się różni od ostatniej, sam JY za każdym kolejnym oryginalnym wydaniem nanosi poprawki) itp. Niemniej jednak książki GL ruszyły dopiero jakieś trzy lata temu, wcześniej mało kto się nimi zajmował, a przetłumaczony był chyba tylko Sentimental Swordsman i kilka rozdziałów Bordertown Wanderer. Teraz jest już pięć książek Lu XiaoFengu, zaawansowany Chu LiuXiang, wszystko o Li Tan Hua i Fu HongXue, czyli prze te kilka lat ludzie włożyli ogrom pracy w GL i za to należy być wdzięcznym.

Nie wiem czy czytałeś ostatnio tam u nich, ale mają plany, by te tłumaczenia sprzedawać na Amazonie. Sama nie wiem, czy to dobrze, czy nie. Dla nas raczej mało ważne (tam książki chodzą po kilka dolarów, nie to co drożyzna u nas), ale dla nich może to być problem, bo dopóki nie biorą za to pieniędzy, nikt nie pyta o prawa do tłumaczenia - może być z tego niezły dym.

http://s16.postimg.org/y6a8485v9/banner.jpg

8

Odp: Rozmowy o książkach

Widziałem ten temat, z tego co ludzie piszą wszystko ma być na legalu; ponoć nie są to duże koszty, ale i zarobek z tego też jest niewielki. Największym problemem byłoby ponowne zedytowanie tekstu, część powieści jest przetłumaczona elegancko, ale są i takie (tutaj kłaniają się Jin Yongi), gdzie w jednym rozdziale jak na dłoni widać ilu było tłumaczy, np. jedna postać w przeciągu kilkunastu stron potrafi zmienić imię trzy razy tongue

9 Ostatnio edytowany przez robaczek (2012-08-12 00:02:01)

Odp: Rozmowy o książkach

Nie wiem, czy w ogóle by coś zarobili. JY odcina teraz jedynie kupony, bo co kilka lat jest przecież nowa wersja LOCH. Wcale bym się nie zdziwiła jakby to on zabrał kasę. Dla samych tłumaczy mogłoby niewiele zostać, o ile nie zupełne nic.

jedna postać w przeciągu kilkunastu stron potrafi zmienić imię trzy razy

I o tym m.in. cały czas smęcę w temacie o wydaniach. Tak to jest jak jeden tłumaczy z chińskiego, inny z wietnamskiego, a inny z jeszcze innego. Do dziś dnia nie zapomnę żalów kolegi, który za niezłą podobno kasę kupił na allegro Trzy Królestwa po polsku. Uciechę miał dopóki nie zajrzał do środka. Okazało się bowiem, że książka zawiera jedynie wybrane rozdziały, często nawet i te ucięte, a to, co tam było, było tłumaczone z pierwszego angielskiego przekładu (który, oględnie mówiąc, nie cieszy się zbytnią miłością fanów 3K). big_smile

Ale wracając do GL/JY to również natknęłam się na podobne praktyki gdzieś u GL. Ktoś zaczął, potem przestał i wziął się za to ktoś inny, ale tłumaczył z wietnamskiego i stwierdził, że bardziej podobają mu się imiona wietnamskie i tak już zostawi (bo mu się nie chce przerabiać i tak mu łatwiej). Nie mogłam tego czytać, bo kompletnie się gubiłam. big_smile

http://s16.postimg.org/y6a8485v9/banner.jpg

10

Odp: Rozmowy o książkach

Tak z innej beczki, więc nie będę zamulać poprzedniego posta. Jeśli ktoś czasem (poza Nakfem) coś czyta, to pochodźcie po straganach z tanią książką. Można za dosłownie kilka złotych kupić książki o Sędzim Dee.

Okładki wszystkich książek wyglądają tak samo. Inny jest tylko kolorowy piktogram. Poniżej macie przykładową okładkę:
http://i50.tinypic.com/10zuu0n.jpg

Ostatnio się obkupiłam, bo były nawet po 4zł. Naprawdę warto i polecam. Zwłaszcza, że nie wszyscy znają angielski, a tu rasowy chiński kryminał po polsku i wcale fajnie wydany. Książki są naprawdę ciekawe i dobrze się je czyta. Miejscami wkurzają (np. kwiatki jak mnich buddyjski zamiast Amitabha mówi Amen), ale spokojnie da się przeżyć, zwłaszcza, że z reguły jest jakieś posłowie od autora czy coś podobnego, co wyjaśnia niektóre wpadki.

http://s16.postimg.org/y6a8485v9/banner.jpg

11

Odp: Rozmowy o książkach

A znacie może jakieś dobre chińskie horrory/surrealizmy/science fiction/inne dziwactwa? Dostępne po polsku albo angielsku. Bo szczerze mówiąc moja wiedza o chińskiej literaturze jest niemal zerowa, a googlując głównie trafiałem na informacje o książkach historycznych, dramatach itp., a taka tematyka mnie kompletnie nie interesuje.

12

Odp: Rozmowy o książkach

W końcu udało mi się przeczytać "A Deadly Secret" - dużo ciekawsza, mroczniejsza no i zdecydowanie krótsza smile od innych powieści Jin Yonga. Mimo to chyba sobie daruję jego pozostałe książki, bo mam wrażenie że cały czas pisze o tym samym, a postaci w kolejnych powieściach są do siebie łudząco podobne (główny bohater jest kompletnym naiwniakiem zakochanym w córce swojego mistrza, który okazuje się hipokrytą i łotrem; bohater na swojej drodze spotyka conajmniej kilku mistrzów, którzy uczą go potężnych technik walki, są też obowiązkowi zboczeni mnichowie, itd.). Widziałem ekranizacje większości jego powieści i już mnie to trochę zaczyna nudzić.

Jak znajdę chwilę to przypomnę sobie shawowską ekranizację, z której wycięta została prawie cała druga połowa powieści, tylko końcówka została bez zmian.

13

Odp: Rozmowy o książkach

Myślę, że warto zwłaszcza jeżeli cena nie jest wygórowana. Wbrew pozorom bzdur w tekście nie musi być, bo wtedy zdecydowanie bardziej przykładano się do tekstów. Jakichś unikalnych zdjęć albo ciekawostek raczej nie ma co się spodziewać, ale ten numer na pewno ma sporą wartość historyczną.

14

Odp: Rozmowy o książkach

Z oglądaniem filmów ostatnio u mnie cienko, ale za to nadrabiam zaległości w literaturze. Sprawiłem sobie takie 2 książki:

http://i211.photobucket.com/albums/bb6/nakf-of-kg/IMG_8801_zpsbe39827c.jpg

"Monkey" to skrócona do 30 rozdziałów (z oryginalnych 100) wersja "Journey to the West", początek pozostał nietknięty, koniec chyba też, za to wycięta została lwia część tego co pomiędzy. Czyta się to znakomicie, naprawdę świetna przygodówka, po XVI-wiecznej chińskiej powieści nie spodziewałem się takiego luzu i humoru. Tylko po przeczytaniu pozostaje pewien niedosyt - cała wyprawa trwa kilkanaście lat, ale w książce jest zaledwie 5-6 przygód i w ogóle nie czuć upływu czasu. Jest to stare tłumaczenie z lat 40-tych, ale przydałoby się żeby jakiś sprawny ghost writer "dotłumaczył" ze 20 rozdziałów, całości na pewno by to nie zaszkodziło. Niezła wersja na początek, ale już zbieram kasę na całość, nawet jeżeli nie jest tak dobrze przetłumaczona.

"Strange Tales from a Chinese Studio" to także skrócona wersja klasycznych chińskich opowieści o duchach, w sumie 104 z ponad 400 opowiadań. Najkrótsze ma niecałą stronę, najdłuższe kilkanaście, więc lektura w sam raz przed snem wink Prawie wszystkie posiadają ilustrację, oprócz tego jest wprowadzenie, słowniczek, mapy, notatki objaśniające do większości opowiadań - jednym słowem świetna encyklopedia wiedzy o średniowiecznych Chinach. Polecam.

Podobnie jak w przypadku "Wyprawy na zachód" tak i część tych opowieści doczekała się ekranizacji lub była inspiracją dla filmów, m.in. Chinese Ghost Story, A Touch of Zen, Painted Skin (w tej edycji jest tylko to ostatnie opowiadanie, ale dwa pozostałe można znaleźć w internecie).


ps. Zbiór tych opowieści ukazał się także w Polsce w dwóch edycjach: "Mnisi-czarnoksiężnicy" (tytuł mnie skutecznie odstraszył tongue właśnie dlatego wolę czytać tego typu historie po angielsku) oraz "Wybór opowiadań Liao Zhai Zhi Yi" (tytuł zdecydowanie lepszy, ale książka trudno dostępna).

15

Odp: Rozmowy o książkach

Na alledrogo można kupić chińskie klasyki w rozsądnych cenach. Np. "Outlaws of the Marsh" (Water Margin) za 160zł (4 tomy, łącznie ponad 2000 stron), czy "Romance of the Three Kingdoms". Wersje praktycznie pełne, dobrze przetłumaczone (OotM nieco gorzej, literówek sporo), w ładnym opakowaniu zbiorczym. Jest też "A Dream of the Red Chamber" i właśnie "Journey to the West", czyli wszystkie, cztery, wielkie klasyki.

http://s16.postimg.org/y6a8485v9/banner.jpg

16

Odp: Rozmowy o książkach

Z książek bym chciał tą:

http://www.amazon.com/King-Touch-Hong-K … 9622098150

Jak Nakf miałby szansę ją załatwić chętnie kupię. wink

17

Odp: Rozmowy o książkach

Jak znajdę chwilę czasu to rozejrzę się za najtańszą opcją, bo 60+ zł to trochę drogo za 200-stronicową książkę.

Jakiś czas temu kupiłem inną książkę Stephena Teo: http://www.amazon.com/Chinese-Martial-A … 0748632867  , ale przeczytałem 2-3 rozdziały i odpadłem. Książkę czyta się trochę jak pracę doktorską i trzeba mocno siedzieć w kinie wuxia i kung fu, żeby wszystko zrozumieć - jako analiza gatunku jest w porządku, ale jako wprowadzenie dla nowicjuszy raczej nie.