1

Temat: Duel to the Death / Śmiertelny pojedynek (1983)

http://i211.photobucket.com/albums/bb6/nakf-of-kg/HK%20posters/81a977eb.jpg

W odbywającym się od dziesięcioleci turnieju najlepszy chiński wojownik podejmuje najlepszego japońskiego szermierza. Tym razem naprzeciw siebie mają stanąć Bo Ching Wan (Damian Lau) i Hashimoto (Norman Tsui). Obaj nie zdają sobie sprawy, że ich pojedynek jest tylko przykrywką dla większego spisku.


Bardzo lubię ten film, mimo że pozornie nie grzeszy oryginalnością. Mamy tu klasyczny konflikt chińsko-japoński, wychowanek klasztoru Shaolin kontra samuraj, z tą różnicą że tutaj obaj są bohaterami pozytywnymi (no, może nie do samego końca, ale prawie). I dzięki temu, gdy w końcu dochodzi do tytułowego pojedynku, to za każdym razem trzyma w napięciu, mimo że doskonale znam jego zakończenie.

2

Odp: Duel to the Death / Śmiertelny pojedynek (1983)

Samuraje, chińscy wojownicy, ninja i mnisi z Shaolin. Walki z bronią i bez. Realna walka i "latanie". Mogłoby się wydawać, że za dużo wszystkiego i jak to mówił Sammo Hung w filmie "Żebrak i Złodzieje" mamy tu "pomieszanie z poplątaniem" lecz moim zdaniem o niczym takim nie może być mowy, a jeśli nawet to tylko w pozytywnym aspekcie.  Znakomita choreografia walk za którą odpowiadał Tony Ching Siu-Tung, który później swoje umiejętności pokazał choćby w Hero Zhanga Yimou. Nie sposób nie wspomnieć o doskonałej muzyce:
http://www.youtube.com/watch?v=ykyqjYTbp3M

Znakomite ujęcia, krajobrazy, architektura, w piękny sposób ukazane niektóre zwyczaje, ciekawe dialogi , wciągająca historia.
Znajdą się tacy którzy powiedzą, że film jest przekombinowany, ale dla mnie jest to jedna z lepszych chińskich produkcji, zdecydowanie godna polecenia każdemu fanowi zarówno japońskich jak i chińskich klimatów.

3

Odp: Duel to the Death / Śmiertelny pojedynek (1983)

Można śmiało powiedzieć, że Ching Siu-Tung (który jest także reżyserem Śmiertelnego pojedynku) wyznaczył tym filmem nowy standard dla scen robionych z użyciem linek na kilkanaście następnych lat. Inni filmowcy też robili różne cuda, ale tylko w studiu, tutaj prawie wszystko jest zrobione w plenerach. Ciekawe jak wyglądałyby np. Chińskie duchy albo Swordsman gdyby nie Ching.

Główny motyw muzyczny jest fajny, wpada w ucho, ale to w zasadzie jedyna muzyka jaka pojawia się w filmie i niestety powtarza się co jakieś 5 minut, więc szybko zaczyna męczyć.