1 Ostatnio edytowany przez Wujek_Bill (2017-03-22 16:51:53)

Temat: Ostatni taniec pana T (2006)

http://1.fwcdn.pl/po/69/36/216936/7183537.3.jpg

Film ten jest moim pierwszym zetknięciem się z kinem singapurskim. Spotkanie mogę określić jako umiarkowanie udane.

W rolach głównych pojawiają się aktorzy „wypożyczeni” z Hongkongu, fabuła kręci się wokół płatnego mordercy, zwiastun przywołuje na myśl pokrewne produkcje, perły gatunku takie jak Piekielna gra, więc oczekiwania względem filmu miałem spore. Już jednak po pierwszych scenach dało się zauważyć, że film stara się balansować między komedią, a thillerem co niestety nie wychodzi produkcji na dobre. Wplątanie akcentów komediowych zawsze mi odpowiadało, oczywiście pod warunkiem, że zabawne motywy komediowe są umiejętnie wkomponowanie w całość. Niestety, po pierwsze: sceny poważne z zabawnymi w ogóle w moim odczuciu się nie zazębiają. Po drugie humor jest tu niskich lotów. Co ciekawsze nie mówię tu o typowo azjatyckim humorze, który dla stałych odbiorców kina wschodnioazjatyckiego na pewno spowszechniał i już tak nie razi. Mam na myśli głównie kreację jednej z głównych postaci odgrywaną przez Josepha Queka. Kreacja tak brawurowa jak i zarazem nietrafiona, przesadzona i przerysowana. To rzadki przypadek w którym uważam, że porzucenie komediowych aspiracji wyszło by filmowi na dobre. Gdy obraz staje się poważny od razu robi się ciekawiej, ale wtedy znów do akcji wkracza Joseph Queck psując efekt. Film miał niewątpliwie spory potencjał, ale mam wrażenie, że twórcy chcieli na siłę wnieść coś od siebie co odróżniło by ich film od innych tego rodzaju produkcji.

Sama fabuła jest nieco zagmatwana przez co niekiedy niełatwo rozeznać się w sytuacji. Nie dałem się w stu procentach pochłonąć fabule i raczej niewiele straciłem, bo konstrukcja filmu nie wymaga „łapania” wszystkiego na bieżąco. Można powiedzieć, że kto ma w filmie zginąć to zginie i bardziej interesowało mnie jak do tego dojdzie i co z tego wyniknie niż np. dlaczego ten ktoś musiał zginąć.
Pozytywny akcent, który na pewno zapamiętam z tego filmu to bez dwóch zdań pewien utwór muzyczny, który kilka razy przewija się przez film. Hipnotyzujący utwór mający wiele z muzyki poważnej, idealnie pojawia się w najlepszych moim zdaniem fragmentach filmu. Ach, gdyby takim był cały film!

W Ostatnim tańcu pana T w tytułowego bohatera wciela się Francis Ng (Piekielna gra 2). Jego postać jest powściągliwa w reakcjach, ale na pewno nie można osądzić, że gra jedną miną na utartych schematach według wzoru „małomówny płatny morderca o kamiennej twarzy”. Ponadto wyśmienita Vivian Hsu (Agent z przypadku) i nieco już zapomniany Ti Lung (Legenda pijanego mistrza). Wielu fanów kina zainteresuje się Ostatnim tańcem pana T z uwagi na epizod Harveya Keitela. Hollywoodzki aktor pojawia się w filmie na kilka minut i pomimo schematycznej roli wyciska ze swojej postaci ile można.

Ostatni taniec pana T do dobry film, ale w mojej opinii niepotrzebnie próbuje zaistnieć też na innych (komediowych) płaszczyznach. Gdyby obraz bazował tylko na konwencjach kina akcji, thillera, kina sensacyjnego i filmu gangsterskiego na pewno więcej by tym wygrał. Oraz ten znajdzie swoich fanów, ale w dłuższej perspektywie raczej nie zostanie zapamiętany.
Moja ocena: 6/10

reżyseria:        Max Makowski
obsada:           Francis Ng, Vivian Hsu, Ti Lung, Joseph Quek, Harvey Keitel
kraj produkcji: Singapur
czas trwania:   1:45:56
zwiastun:        https://www.youtube.com/watch?v=EqLTH3Vdq6M
piosenka:        http://www.tudou.com/programs/view/Mav_4IpL6Ag

https://beyondasiaphilia.files.wordpress.com/2009/01/one-last-dance1.jpg?w=455

http://hkmdb.com/db/movies/view.mhtml?i … ay_set=eng

W Polsce film wydany przez Carisma. Ścieżka dźwiękowa oryginalna, choć na pudełku napisano język angielski. Do wyboru polskie napisy lub lektor (chyba Maciej Gudowski, nie przedstawił się, oceniam po głosie). Obraz 16:9, brak dodatków.